Organizator: Fundacja Ładne Życie
Wystawa w prywatnej galerii przy Alejach 1 Maja 6/15 w Koninie
Spotkanie w sobotę 24 stycznia 2026 w godz. 16:00 - 20:00
w jego trakcie oprowadzanie po wystawie, wykład i prezentacja…
Spotkanie zamykające wystawę Marka Noniewicza (czynna do 29 stycznia).
Podczas wydarzenia o godzinie 16:00 odbędzie się oprowadzanie i wykład,
a o 18:00 artysta przedstawi proces powstawania cyjanotypii.
Marek Noniewicz (ur. 1971) to twórca, który łączy wrażliwość fotografa z naukową precyzją biologa. Studiował Biologię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, jednak już w trakcie studiów postanowił rozwijać swoją rosnącą pasję do fotografii. Kontynuował naukę w Lidová Konvetaor w Ostrawie, a następnie na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, gdzie – poza studiowaniem – pełnił również funkcję technologa w Katedrze Fotografii prowadzonej przez prof. Stefana Wojneckiego. Po ukończeniu studiów pracował jako instruktor fotografii w Pałacu Młodzieży w Bydgoszczy (2004–2014) oraz jako niezależny edukator przy projektach z zakresu edukacji kulturowej: Lato w Teatrze (Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego) i Bardzo Młoda Kultura (Narodowe Centrum Kultury). W latach 2017–2023 był kustoszem w Muzeum Fotografii w Bydgoszczy. Od 2004 roku członek ZPAF, aktualnie w Ok®ęgu Wielkopolskim.
Tworzy przede wszystkim w medium fotografii, jednak sięga także po działania performatywne i interwencje w przestrzeni publicznej. W swojej praktyce chętnie wykorzystuje historyczne techniki fotograficzne i narzędzia analogowe, poszukując ich organicznych, pierwotnych znaczeń. Inspiracje czerpie m.in.
z poezji i literatury. Jest również autorem tekstów o fotografii oraz kuratorem wystaw.
Cywilizacja jest uczeniem się przyrody
Fernando Pessoa „Księga Niepokoju”
Wystawa którą prezentuję w Galerii Fundacji Ładne Życie to mikro retrospektywa z lat 1999-2025. Spotkanie z Grzegorzem Schmidtem inicjatorem rodzinnej Fundacji i kolekcjonerem sztuki współczesnej, było dla mnie czymś niezwykłym. Spotkaliśmy się w Galerii miejskiej bwa w Bydgoszczy w czasie oprowadzenia po wystawie Medycyna kolekcji, wystawie której kuratorką była Danka Milewska, po wystawie oprowadzał Grzegorz. Nie było to jednak oprowadzenie do jakiego byłem przyzwyczajony. Po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, w której ktoś nie opowiadał o historii sztuki, ale o spotkaniach z artystami i emocjach, jakie wywołują w nim prace które kolekcjonuje. Stałem potem zahipnotyzowany przed kopciogramami Jerzego Wrońskiego, widziałem je wtedy po raz pierwszy i nie mogłem wyjść z zachwytu. Chwilę później opowiadałem Grzegorzowi o swoich fotografiach, a Grzegorz słuchał z uwagą i rzadko spotykaną wrażliwością. To było w roku 2023, w roku 2025 Grzegorz zaproponował mi wystawę w Galerii Fundacji, w jednopokojowym mieszkaniu przy Alejach 1 Maja 6/15, w Koninie. Z radością przystałem na tę propozycję, wspominając jednocześnie swój pionierski czas wystawienniczy w Galerii Prusa 2/9 na poznańskich Jeżycach, ale jedynym wspólnym mianownikiem była kameralność przestrzeni, kameralność która wymagała ode mnie olbrzymiej dyscypliny. Jednak dzięki opiece Grzegorza i jego córki Mani; przenikliwej i uważnej młodej kuratorki zrobiliśmy wystawę którą długo będę pamiętał.
Fotografia zawsze była dla mnie formą przeżywania rzeczywistości, chociaż na początku wydawała się być też formą jej posiadania. Tak było, gdy po powrocie ze studiów w Poznaniu (rok 2000) przemierzałem z kamerą wielkoformatową Bydgoszcz odkrywając, czy oswajając miasto. Okazało się, że intuicja pozwalała mi wyszukiwać te fragmenty przestrzeni, które już wkrótce ulegały przeobrażeniu. Zmieniała się Bydgoszcz, ja zmieniałem aparaty, niezmienna pozostawała metoda: negatyw, odbitka stykowa i oczywiście procesy dzięki którym ostatecznie uzyskiwałem obraz. Z czasem jednak wiara w to, że fotografia może zachować, słabła. Zorientowałem się, że to co mi pozostaje to zaledwie wyobrażenie na temat tego co zatrzymałem w obrazie. Tak jest w przypadku dokumentowania rzeczywistości, bez względu na to czy sięgam po polaroid, czy po wielki format. Takie zdjęcia są jak trofea, lubię je, ale z czasem są niewystarczające. Czasem wydaje mi się, że robi je ktoś inny i inny ja kataloguje rzeczywistość inny, ja kreuje ją z fragmentów rzeczywistości przy pomocy fotograficznych zabiegów. Zdecydowanie bardziej wierzę w kreację, tworząc fotografie w których filtruję rzeczywistość, wybierając z niej tylko te elementy które pasują do mojej opowieści. Uproszczone narzędzia, takie jak camera obscura, czy historyczne procesy fotograficzne wyznaczają trop moich poszukiwań od końca XX wieku. Camera obscura pojawiła się dla mnie w momencie, kiedy zdałem sobie sprawę, że sam aparat może być rodzajem fetyszu, który zawłaszcza opowieść. Pisałem też w jednym z teksów, że stosowanie w XXI wieku tego narzędzia może być też odruchem obronnym, który pozwala mi się na nowo zdefiniować w świecie technologii. Nigdy nie odrzucałem nowych technologii, zwyczajnie rzadziej znajduję sposób ich zastosowania dla własnych praktyk, chociaż w działaniach dydaktycznych wielokrotnie podkreślam, że najciekawsze zdarza się zawsze na styku technologii.
Najstarsze prace na wystawie są pierwszą znaczącą dla mnie realizacją z wykorzystaniem camera obscura, to seria autoportretów zrealizowanych wewnątrz pokoi zamienianych na ciemnię optyczną. Doświadczenie być zawłaszczonym przez obraz wewnątrz camera obscura, z czasem zacząłem uznawać jako formę performace skierowanego w stronę aparatu, który rejestrował moją obecność i przenikanie w krajobraz projektowany na ścianach.
W serii Iliaster ( 2014-2024) zrezygnowałem z użycia aparatu i wykorzystywałem fragmenty gromadzonych materiałów organicznych: zasuszonych roślin, owoców, pióra ptaków, znalezione martwe owady itp. których obrazy uzyskiwałem w sposób fotograficzny, wykorzystując do tego celu luksografię. Istotnym formalnym elementem powstających fotografii stały się również radiogramy. Rentgen w sposób fizyczny prześwietla istotę człowieka, wierzę, że pozostałe moje fotograficzne zabiegi towarzyszące realizacji obrazów, nadają im wydźwięk transcendentny. Sam tytuł Iliaster zapożyczyłem z kosmologii Paraceslsusa, dla którego była to pierwotna materia z której zostaje ukonstytuowany wszechświat. Mój Iliaster jest materią wybraną ze zbioru fragmentów rzeczywistości, z której przy wykorzystaniu pierwszych technik fotograficznych tworzę własny wszechświat fotografii. Projekt ten był kontynuacją wcześniejszej serii Sommer Album w którym łączyłem obrazy uzyskane z camera obscura z luksografiami artefaktów znalezionych często w miejscu wykonywania fotografii, sam również przygotowywałem papier, powlekając go światłoczułą emulsją. Stopniowo wraz z tworzeniem obrazów wyłaniał się też tekst w którym opisywałem swoje refleksje: „zanim wreszcie udało mi się wpaść na pomysł zachowania tych obrazów dla fotografii, długo musiałem wywoływać je w wyobraźni. W istocie miałem może zamiar stworzenia sobie za pomocą obrazu czegoś na kształt tajemniczego ogrodu, miejsca przeobrażenia się przyrody i fotografii. Było więc tak, że szukałem miejsc, które takie sytuacje prowokowały. Świadomość złożoności zjawisk przyrody podsunęła mi pomysł, by spróbować odwzorować je przez procesy fotograficzne. Pejzaż bowiem pozwala się odkrywać na wiele sposobów, moim ulubionym był ten, w którym wzrok ogarniał przestrzeń w szerszym planie, a następnie znajdował jakiś detal, który stawał się swego rodzaju mottem całości. Powstałe w ten sposób fotografie były więc pewną wypadkową widzenia.”
I tak snuję opowieść, chociaż bliższe prawdy jest jednak to, że zadaję pytania. W pytaniach powtarzają się te same kwestie, rozważania o statusie fotografii i o moje miejsce w przestrzeni obrazowania. Jestem konceptualnym lirykiem, a może jest to cały czas fotografia konfesyjna, której manifest napisałem w 1999 roku „Fotografia konfesyjna to nie refleksja, lecz położenie najsilniejszego akcentu na ja, nie jest to jednak forma zamykania się na świat, lecz próba uczynienia swoim Dziś, przez bezustanny komentarz
Tu i Teraz”
Dla mnie materialność fotografii jest czymś koniecznym do jej zaistnienia. Być może dlatego sięgam do pionierskich dla fotografii czasów, pociąga mnie organiczny rodowód. W tekście wprowadzającym do wystawy Stan Rzeczy (8 Biennale Fotografii, Poznań 2013) napisałem, że natura od zawsze dążyła do „autozapisu” i parząc z tej perspektywy na liść paproci odciśnięty w bryłce węgla, możemy mówić o prawdziwych początkach fotografii.
Nawet jeśli wydaje mi się, że powtarzam pewne zabiegi praktykowane przez pionierów fotografii, robię to po to by zbadać tkankę obrazu. W nośniku zapisana jest informacja o rodowodzie sposobu rejestracji obrazu, niejednokrotnie okazuje się, że to co tworzy nowy trop poszukiwań znajduje się na peryferiach. Możliwe że „potęga form natury pozwala mi wyzwalać kształty, których nie przewidywałem. Ich interpretacja jest równie trudna, jak próba tłumaczenia haiku, gdzie forma jest nierozerwalnie związana z treścią i obie wzajemnie się przenikają. Możliwe, że fotografia jest takim alfabetem, którego próby przełożenia na słowa są w rzeczywistości niemożliwe i co krok wywołują konflikt interpretacji. To my widzimy, fotografia zawsze pozostaje ślepa, stworzona do tego, by trwać poza naszym zapomnieniem.”
Marek Noniewicz, Bydgoszcz, 21 stycznia 2026 roku
Wystawa jest cześcią projektu
ŁADNIE W KONINIE – SPOTKANIA, ARCHIWA I KOLEKCJA OTWARTA
sfinansowanego przez Unię Europejską Next GenerationEU
w ramach Krajowego Planu Odbudowy.
